Dodaj darmowe ogłoszenie

Wybierz kategorię

 tylko amerykańskie, tylko ogłoszenia

Prawdziwy tuz amerykańskiej motoryzacji, czyli przypadki motoryzacyjne Pana Forda

„Fin de siecle”. Tak nazywamy przełom wieków XIX i XX. Był końcem i początkiem. Czasem szalonego i nieokiełznanego rozwoju techniki. Wydarzyło się tak wiele, w tak krótkim czasie, że można by tym zrównoważyć dotychczasowe dokonania ludzkości. Postęp w dziedzinie silników parowych, a następnie motorów na paliwo płynne przyczynił się do stworzenia nowej gałęzi przemysłu. Spory kawałek tej historii zdarzył się za oceanem w Detroit, gdzie powstawały pierwsze samochody amerykańskie. Był to czas wielkich wynalazców. Odważnych potomków zdobywców nowej ziemi, którzy nie bali się inwestować w nowe idee i mieli piekielne wręcz wyczucie sytuacji i niesamowitą intuicję techniczną. Do tytułowych tuzów należy od zawsze Henry Ford.

 

  1. Kilka słów o wielkim człowieku

Trzeba pochylić czoło nad jego wielkością, choć biografię ma zaciemnioną przez pewną znajomość, a może nawet przyjaźń. Owym przyjacielem był Adolf Hitler. Cóż, przyjaciół wybieramy sobie sami. I była to autonomiczna decyzja. Przy jego antysemickich poglądach wydaje się logiczna.

 

Ford był inżynierem, przemysłowcem i motorem napędowym dla Ford Motor Company. Jego fascynacja optymalizacją ujawniła się podczas praktyk, które odbywał w zakładach mechanicznych i nie były to warsztaty gdzie budowano samochody. Terminował wiele u zegarmistrzów.

 

Jego ekscytacja funkcjonalizacją procesów produkcyjnych zaowocowała w końcu organizacją wzorowo pracującego przedsiębiorstwa, które produkowało na masową skalę samochody. Dzięki zaczerpniętemu od konkurenta pomysłowi montażu pojazdów na linii produkcyjnej wytwarzał je w oszałamiającym tempie. Jego beniaminkiem stał się Ford T. Czas, z którym walczyła załoga Forda został okiełznany i pokonany. Na początku produkcji w 1908 roku wyprodukowanie jednego egzemplarza zajmowało całą dniówkę, czyli 12 godzin. Pod koniec lat dwudziestych u schyłku produkcji pojazdu z literką T, jedną sztukę mechanicy składali w półtorej godziny.

Robi wrażenie!

Ford T był autem tanim, jak w większości samochody z usa. Dla ludu. Tak jak niemiecki Volkswagen, który jako jedyny pobił rekord sprzedaży Forda. Znając historię znajomości autora podobieństwa wcale nie dziwią.

 

  1. Ford T

To auto o niezwykle prostej konstrukcji. Wyszło spod ręki Forda, C. Harolda Willsa, Józsefa Galamba i Jenő Farkasa Jego sukces rynkowy potwierdza długość okresu, w jakim był produkowany. W latach 1908 − 1927 wyprodukowano około 15 milionów sztuk i zaprzestano produkcji dopiero, kiedy na taśmę montażową wszedł jego następca Ford A. Dzięki ruchomej taśmie montażowej samochody były tanie i dostępne nawet dla klasy niższej. Jego cena od początku lat dwudziestych spadła trzykrotnie i oscylowała wokół 300 dolarów. Robotnik w zakładach Forda zarabiał siedem dolarów dziennie. Większość z nich mogła sobie więc pozwolić na „Tinny Lizzy”. Taką miał ksywę Ford T. Sprzedaż wspomagana była systemami ratalnymi.

Kolejnym przyczynkiem do sukcesu rynkowego Forda T była wprowadzona przez Henrego Forda dostępność serwisowania w zakresie części zamiennych. Dotychczas rynek obsługi po sprzedaży nie istniał. Jeśli podzespół w aucie uległ awarii w miarę własnych talentów i umiejętności należało go wyprodukować domowym sposobem, albo zamówić w warsztacie, gdzie auto powstało. Ford Motor Company rozbudował sieć sprzedawców części zamiennych, czym przyciągnął i utrzymał rzeszę użytkowników. Większość z zamienników można było kupić w każdym „żelaźniaku”

 

  1. Budowa samochodu

Ogólna dostępność auta zakładała, że będą go używały przeciętne rodziny amerykańskie w miastach, przedmieściach i na wsiach. Dlatego mając miękkie zawieszenie i duży prześwit mogło być eksploatowane nawet po bezdrożach. I świetnie się tam sprawdzało.

Silnik to cudo miało, nie bagatela, czterocylindrowy o pojemności 2898 cm³ i mocy 22 i pół KM. Silnik, tworzący jeden blok ze sprzęgłem i dwubiegową skrzynią biegów był osadzony w dość elastycznej ramie. Przy wadze blisko 550 kilogramów samochód rozwijał prędkość 65 km/h. Redukcja kosztów produkcji była możliwa dzięki między innymi eliminacji z budowy pewnych elementów. Niepotrzebne okazały się dwie pompy. Paliwowa, gdyż zasilanie gaźnika w benzynę odbywało się grawitacyjnie − jedyne, o czym należało pamiętać, to żeby stan paliwa był dość wysoki, bo na podjazdach odpływało ono znad kranu; wodna, ponieważ po wyprodukowaniu pewnej partii w testach wyszło, że można ją zastąpić syfonem termicznym o budowie o wiele prostszej niż pompa.

Ford T przysłużył się gospodarce rolnej. W małych gospodarstwach był używany jako środek napędu dla maszyn rolniczych. Kluczem było gniazdo dla pasa transmisyjnego umieszczone na tylnej osi. Po zdjęciu kołał można było zainstalowawszy pas, do tyłu auta podłączyć np. młockarnię

 

  1. Oryginalna obsługa

Chcąc prowadzić Forda T trzeba było się nauczyć obsługiwać go. W podłodze zamontowane były trzy pedały. Środkowy wysunięty był w stronę kierowcy. Wciskając lewy można było jechać do przodu, środkowy do tyłu a prawym uruchomić hamulec główny. Żeby ruszyć w drogę, zaciągało się hamulec współpracujący do połowy − wtedy lewy pedał chował się w podłodze też do połowy i następowało wysprzęglenie. Kierowca wciskał go do końca i auto ruszało do przodu. Kiedy samochód nabrał rozpędu, wystarczyło puścić pedał, by automatycznie włączyć drugi bieg. Jeśli trzeba było jechać szybciej, przy kierownicy była manetka przepustnicy. Podczas jazdy środkowy pedał służył do hamowania. A po całkowitym zatrzymaniu pojazd zaczynał automatycznie cofać.

 

Nie ma chyba faceta, który nie chciałby spróbować obsługi Forda T.

 

2017-10-04

evaria cześci do samochodów usa

CarsVip

Rozumiem

Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce prywatności »